Stront-90 na dnie oceanu.
Zaczęło się nieledwie sensacyjnie – dnia 16 stycznia 1978 roku, w przewidzianym czasie nie zgłosiła się na seans łączności stacja podwodnego nasłuchu – NA-324. Po trzech dniach zamilkła sąsiednia stacja NA-325. W tydzień po opisanych wydarzeniach przestała reagować na komendy z lądu stacja NA-326. Tak zaczyna swój materiał rosyjski autor Sałomon Naffiert na łamach „Kalejdoskopu NLO” nr 4/2004.
Te stacje były umieszczone przez US Navy na dnie Oceanu Atlantyckiego w celu śledzenia radzieckich atomowych okrętów podwodnych – jest to tzw. system śledzenia i monitoringu ruchów floty podwodnej ZSRR i innych krajów, znany jako SOSUS. Amerykańscy specjaliści doszli do wniosku, że stacje zostały zniszczone przez jakiś rodzaj radzieckiej broni podwodnej – np. kierowanymi bombami głębinowymi.
Stacje te podniesiono na powierzchnię Atlantyku przy pomocy unikalnej podwodnej aparatury wydobywczej. Wyjaśniło się, że były one praktycznie nieuszkodzone, za wyjątkiem ich energetyki.
Energię do pracy stacji dawały radioaktywne baterie (ogniwa radioizotopowe), w danym przypadku pracujące w oparciu o izotop 90Sr. Odgrywa on rolę paliwa w jądrowym piecu, ogrzewając go do temperatury ponad 1.0000C, a z kolei ciepło przekształcane jest w elektryczność. Całość umieszczona jest w biologicznej osłonie wykonanej z kilku warstw stali i osmu. Kapsuła ta jest w stanie wytrzymać ciśnienie nawet do 1.000 atmosfer, wytrzymuje wybuch 70-milimetrtowego pocisku i autogen jest wobec niej bezsilny...
Inne tematycznie powiązane strony:
†
|